Na przyszłe walentynki muszę sobie już znaleźć faceta, bo te singlowe imprezy się wymykają spod kontroli...
Żenujący żart prowadzącego, żeby tak pusto nie było:
Na czym śpi gej? - Na Jaśku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żenujący żart prowadzącego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żenujący żart prowadzącego. Pokaż wszystkie posty
piątek, 15 lutego 2013
niedziela, 6 stycznia 2013
Dziś są twoje urodziiiiiny...
W tym roku na urodziny sprezentowano mi, tudzież sam sobie sprezentowałem, wyszczególnione na poniższej liście pozycje:
- zerwanie z chłopakiem, który nie chciał żeby go nazywać moim chłopakiem, bo przecież zwykli kumple geje też mogą co dzień się spotykać, pisać do siebie i posuwać się od tyłu, co w tym dziwnego? No, skoro nie chciał być moim chłopakiem, to teraz już na pewno nie będzie.
- spotkanie z GejMamą po roku nie widzenia się, dowodzące, że jednak kumple geje się nie posuwają od tyłu, tylko siedzą sobie przy piwku i gadają o życiu
- terminarz, jako element ogarniania się
- biby noc w noc, z czego wkrótce narodzi się kolejny punkt listy: Marstkość Wątroby
- gadanie z Czerwoną o Doctor Who i z Niebieskim o Avengers Alliance
- list motywacyjny po angielsku do tej firmy, w której Max mnie miał polecić i juuuuż widzę, jak to robi (i to ja się mam ogarnąć?)
- bloga, żebym się pouzewnętrzniał
- ciasto od Czwartej
- po dupie od Trzeciego, Szóstego i kuzyna Szóstego (muszę dla niego jakąś ksywę znaleźć)
- Psylocke może w Avengers Alliance?
- na Smallworlda jeszcze czekam :P
No i żenujący żart prowadzącego, tematycznie:
W wannie siedzi trzech pedałów. Który siedzi w środku? Ten, który ma urodziny.
sobota, 5 stycznia 2013
Trzeba się ogarnąć!
To także tego...
Trzeba się ogarnąć! Tak ogólnie, z życiem, ze sobą. Zacząć robić to, na co ma się na tym świecie ochotę. W ogóle cokolwiek zacząć robić!
Zadbać o swoje marzenia. Nie takie typu latający dywan, takie bardziej przyziemne: tym się chcę w życiu zajmować, to mi przynosi radość, tamto mi daje satysfakcję. Czerpać z chwili; tych krótkich momentów, które coś dają. A jeśli nic nie dają, to tak to wszystko zorganizować, żeby dawały.
Nie patrzeć przez pryzmat uprzedzeń; nawet takich, o których nie wiem, że sam je mam. Wyjść naprzeciw światu, doświadczeniom, nawet owoców morza kiedyś spróbować.
Śpiewać, tańczyć, milczeć, podpierać ścianę. Stać w miejscu, iść naprzód, oglądać się na boki, latać, pływać, cwałować, zakopać się w piasku na plaży i leżeć.
Bloga pierwszego od jakiś pięciu lat postanowiłem zacząć, bo tak. Bo mogę. Kto mi zabroni? A co!
Kiedyś dużo pisałem – nie tylko w internecie. Miałem wyobraźnię, lekkie pióro i przede wszystkim sprawiało mi to przyjemność. Teraz już nie. Częściowo dlatego, że wyszedłem z wprawy (a przy mojej wybujałej ambicji, stosującej się do najbardziej nawet przyziemnych czynności, jak czegoś nie zrobiłem idealnie, to znaczy zrobiłem to beznadziejnie), częściowo dlatego, że bycie szczerym mnie dużo kosztuje, a bycie nieszczerym gdzieś później w tyle głowy się odzywa żalem i psuje całą frajdę.
Tak więc, korzystając z porady Levniego Yilmaza, robię coś; robię cokolwiek. Ogarniam się.
A żeby notka nie wyszła nadto poważna i pompatyczna, żenujący żart prowadzącego, ku poprawie humoru:
Przychodzi dipol do dipola i mówi:
- Masz moment?
Wstyd mi, że aż tak mnie to śmieszy :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)